Weszliśmy na halę z przykładowymi aranżacjami wnętrz i od razu dostrzegłam to, o co mi chodzi:
- O patrz, ta kuchnia. Właśnie taką chcę, tylko białą!
Mój Mąż popatrzył na mnie z miną jakbym właśnie powiedziała coś bardzo dziwnego.
- Żartujesz..?
- Nie, czemu?
Okazało się, że to, co dla mnie jest piękną, klasyczną kuchnią, dla niego jest meblami dla "starych dziadków", określonymi później jako "styl irlandzkiej gosposi".
I że, najogólniej mówiąc, nie czułby się szczęśliwy w tak urządzonym mieszkaniu.
Bo biała ok, niech będzie, ale raczej taka:
Ewentualnie taka:
Czyli wyjazd się przydał. Nic nie wybraliśmy, ale przynajmniej wiemy już, że nie będzie łatwo i że kiedy już skończymy to całe urządzanie to na pewno będziemy mistrzami w trudnej sztuce kompromisów. Między sobą nawzajem i między rynkiem a naszym portfelem.









Gonia, wymieńmy się mężami na czas urządzania mieszkań!! Ja właśnie mam inklinacje do kuchni w stylu, jak to mówi Daniel, "laboratorium", natomiast on: rustykalnie, nieco po szwedzku, irlandzku, czy jak tam kto woli... :P W efekcie będziemy zamawiać coś, co ma być złotym środkiem - więc i 'wysoki połysk' i 'chamskie' drewno :D I biel, i natura. Na tę okoliczność Męża Gosiowego serdecznie pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuń