Kupiliśmy mieszkanie na parterze. Wcale nie dlatego, że takie się trafiło. Dlatego, że takie chciałam. Z ogródkiem. Z własnym kawałkiem zielonej trawy, gdzie można postawić piaskownicę z piaskiem czystym nie tylko w teorii, basenik z wodą w upalne lato; gdzie można bawić się razem w tysiąc różnych zabaw, łącznie z szukaniem wróżek w trawie. No i gdzie można posadzić coś swojego - marzy mi się lawenda, maciejka i inne pachnące zieloności... i kilka kolorowych kwiatów, we wszystkich kolorach tęczy, żeby karmić nie tylko zmył powonienia ale i wzroku.
I wreszcie - ten całkiem prywatny kawałek trawy, na której można położyć się letnim wieczorem, z kubkiem dobrej herbaty i patrząc w gwiazdy snuć dalekosiężne plany.
Mam milion pomysłów na te kilkadziesiąt metrów i coraz więcej obaw, że wszystkie się nie zmieszczą ;)
![]() |
| widok z, ekhm... salonu ;) |
![]() |
i nasz "ogród" prawie w pełnej krasie z uschniętymi badylami
symbolizującymi żywopłot
|
A przed chwilą przeczytałam, że mieszkania na parterze są do bani - czyli mało chętnie kupowane = trudniejsze do sprzedania = tańsze. W dowolnej kolejności.
Dlaczego? Bo podobno większe ryzyko włamania (wątpliwy argument jak dla mnie, zwłaszcza na nowych osiedlach, często ogrodzonych, z monitoringiem i całodobową ochroną); bo sąsiedzi będą wyrzucać śmiecie przez okno (cóż, no... liczę jednak na kulturalnych sąsiadów); bo mniejsza prywatność (hmm... póki co, nie czuję większej potrzeby bunkrowania się przed pozostałą częścią społeczeństwa).
Oczywiście rozumiem i uznaję wszystkie te minusy. Jedne przemawiają do mnie bardziej, inne mniej, niemniej jednak wciąż odnajduję więcej plusów takiej lokalizacji mieszkania. Poza wspomnianym już, nazwijmy to roboczo - kontaktem z naturą i większym polem do zabaw dla dzieciaków (argument totalnie nieistotny dla osób bezdzietnych i tych z dziećmi w starszym wieku, dla mnie - matki prawie dwulatka i w perspektywie jeszcze jednego dziecięcia, zakręconej na punkcie twórczego wspierania rozwoju - rzecz ogromnej wagi) jest jeszcze argument braku konieczności wspinania się na wysokości, możliwości szybszego powrotu do domu po coś, czego zapomniałam (zdarza mi się kilkukrotnie nawet, przy jednym wyjściu :P), no i lepszych warunków dla zwierzyny domowej, jeśli ktoś takową planuje.
Mówiąc krótko - zapominalscy zwierzolubni rodzice małych dzieci zorientowani na naturę wybierają parter :P I nie dam sobie wmówić, że nie. I jeśli kiedyś będziemy sprzedawać to mieszkanie, żeby poszukać czegoś większego, to właśnie takim ludziom ;)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz